sobota, 15 grudnia 2012

Ochładzam kolor

Jesień minęła, a wraz z nią moja chęć posiadania włosów w kolorze ciepłego brązu z czerwoną poświatą. Wiadomo, kobieta zmienną jest :p Powiększający się odrost przypominał mi, że od ostatniej koloryzacji minęło już sporo czasu, więc czas na kolejną. Tym razem moim celem było osiągnięcie ciemniego, zimnego brązu. Chciałam, żeby wyglądało jak najbardziej naturalnie. Myślę, że się udało :) Czerwony blask został wyeliminowany. Tak wyglądały włosy zaraz po spłukaniu henny.

Do koloryzacji użyłam resztki henny Khadi w odcieniu ciemnego brązu, do której dodałam nieco sproszkowanej amli oraz pudru brahmi. Zioła rozmieszałam w mocnym wywarze z czarnej herbaty i tradycyjnie - dodałam ok. 60 - 70 ml odżywki (tym razem różowej Isany, która w pewnym stopniu zastąpiła mi wycofaną z babassu). Mieszankę spłukałam po 1,5 h. Ciekawa jestem, jaki kolor będzie się prezentował na moich włosach po kilku myciach. Mam nadzieję, że nie zblaknie za szybko, chociaż u mnie farba Khadi jest niestety bardzo nietrwała.
Włosy po hennowaniu nabrały blasku, nadal są miękkie, stały się pogrubione i wyglądają bardzo zdrowo. Czasem potrzebuję odmiany kolorystycznej. Nie mam zbyt dużego pola manewru, ponieważ najlepiej wyglądam w brązach. Ale brązy też mają wiele odcieni, henny możemy mieszać w dowolnych proporcjach tak, że za każdym razem uzyskamy inny odcień :) Jestem bardzo zadowolona z efektu, kolor w sam raz na zimę :)


A Wam, jak się podoba? Często zmieniacie kolor włosów?

niedziela, 9 grudnia 2012

Rok świadomej pielęgnacji - efekty

Jak to szybko zleciało, w piątek minął rok od rozpoczęcia mojej bardziej naturalnej, świadomej pielęgnacji włosów. Przez ten czas miałam wiele wzlotów i upadków, kryzysów i zachwytów, najważniejsze jednak, że wytrwałam w postanowieniu :) W tym poście nie będzie wielkiej, niezwykłej metamorfozy. Będą ukazane stopniowe zmiany, dzięki którym zostałam zmotywowana do dalszego dbania o włosy i ich zapuszczania.

Grudzień 2011 - grudzień 2012
Wszystko zaczęło się od tego, że zapragnęłam mieć długie włosy. Były bardzo zniszczone prostowaniem i farbowaniem, więc 4 lata temu obcięłam je "na chłopaka". Podcinałam co miesiąc, żeby pozbyć się zafarbowanych końców - udało się zapuścić naturalki :) Ale moja radość nie trwała długo, ponieważ włosy długości do ramion były bardzo suche, matowe, puszyły się niemiłosiernie i rozdwajały. Winowajczynią była nieodpowiednia pielęgnacja - moje upodobanie do fryzjerskich kosmetyków typu Matrix, czy Kerastase. A także drogeryjnych - im bardziej zachwalane przez producenta, tym lepiej.
Nie dawałam za wygraną i zawzięcie szukałam w internecie sposobów, które poprawiłyby wygląd moich włosów. I tak dokładnie rok temu trafiłam na "włosowe" wątki na wizażu oraz na bloga Anwen. Początkowo zachłysnęłam się całą przeczytaną wiedzą - chciałam mieć wszystko od razu - oleje, szampony, maski... Popełniałam masę błędów, np. zupełnie odstawiłam silikony (skutkowało to rozdwajaniem się końców), włosy olejowałam codziennie, a myłam wyłącznie Barwą... Były "nagie" i zupełnie nie chronione!
Stopniowo uspokajałam się, poznałam swoje włosy, już wiem jakiej pielęgnacji potrzebują i jakie składniki lubią. Przetestowałam wiele produktów i wiele jeszcze przede mną :) Zaczęłam też naturalnie farbować, ponieważ nie lubię swojego jasnego brązu. Stosuję hennę, którą moje włosy kochają - stają się po niej grubsze, bardziej błyszczące i odporne na uszkodzenia. Nauczyłam się też mało inwazyjnej stylizacji - wreszcie mogę powiedzieć, że jestem falowana :)
Przez ostatni rok straciłam prawie 20 cm długości. Zależało mi głównie na pozbyciu się słabych, zniszczonych części włosa. Teraz moje włosy są zdrowe, odporne na uszkodzenia i mogę je spokojnie zapuszczać. Końce przestały się rozdwajać, mają dużo mniejszą porowatość, niż na początku mojej drogi, a ja zapomniałam co to puch ;) Obecnie chciałabym, żeby włosy sięgały mi do połowy pleców. Rosną dość wolno - ok. 1,5 cm miesięcznie, więc trochę sobie jeszcze poczekam ;)

Pewnie wiele z Was pomyśli, że szału nie ma :p Jednak ja jestem zadowolona z efektów pielęgnacji i nie wyobrażam sobie, żebym teraz wróciła do swoich starych metod...



Pochwalcie się - jak długo stosujecie świadomą pielęgnację?


czwartek, 6 grudnia 2012

Kochany Święty Mikołaju!

Dziś jest 6 grudnia, więc zgodnie z tradycją piszę do Ciebie list. Wiesz, że nie jestem zbyt wybredna, jeśli chodzi o prezenty i każdy drobiazg sprawi mi radość. Jednak może nie masz pomysłu na prezent dla mnie i chcesz, bym coś podpowiedziała? :p W tym roku byłam tak średnio grzeczna, no ale w końcu grzecznie zdałam egzamin na prawo jazdy, więc to też się chyba liczy, prawda? Przechodząc do sedna, tak najbardziej to chciałabym dostać:

1. Tangle teezer - szczotkę, która śni mi się po nocach. Może w końcu przestałabym wyrywać sobie włosy przy czesaniu...


2. Suszarkę do włosów. Marka mnie nie interesuje, ważne by posiadała dyfuzor, zimny nawiew oraz funkcję jonizacji. Czasami mam dosyć czekania 2 godzin na to, by moje włosy wyschły. Zwłaszcza rano, gdy się spieszę.
3. Moje ukochane perfumy, które wprawiają mnie w dobry nastrój :) Mowa o flakoniku Gabrieli Sabatini ocean&sun. Uwielbiam ten zapach!
4. Odtwarzacz mp3. Co do tego mam jedno wymaganie - musi być z klipsem, ponieważ chciałabym go zabierać do siłowni - nic nie motywuje bardziej do ćwiczeń niż ulubiona nuta :)
5. Czytnik ebooków. To już grubszy prezent, bo trochę kosztuje. Uwielbiam tradycyjne książki, ale mają 2 podstawowe wady: są drogie i są ciężkie. W takim małym urządzeniu mogłabym trzymać wiele pozycji, czytać to, na co akurat mam ochotę, bez męczenia oczu. A książki elektroniczne są tańsze od tych tradycyjnych.
6. Zestaw pędzli do makijażu. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że są niezbędne do wykonania perfekcyjnego makijażu. Teraz, gdy uczę się w studium kosmetycznym, takie pędzle są po prostu wymagane - już niedługo będziemy malować się nawzajem :)

7. Torba sportowa Nike. Taka akurat, żeby spakować strój sportowy, wodę i śmigać ćwiczyć. 

To tyle :) Mam nadzieję, że czytasz wszystkie listy zaadresowane do Ciebie, Mikołaju, nawet te umieszczone na blogach ;) Bądź zdrów i odwiedź mnie w święta.


Jestem ciekawa, co Wy chciałybyście dostać...



wtorek, 4 grudnia 2012

Moja pielęgnacja curly girl

Curly girl - tym mianem określa się kobietę o włosach kręconych lub falowanych. Metoda cg jest to sposób pielęgnacji tych właśnie typów włosów. Nie oznacza to, że w przypadku włosów prostych metoda cg się nie sprawdzi. Przeznaczona jest również dla kosmyków zniszczonych, wysoko porowatych, delikatnych i mało odpornych na uszkodzenia.

Osobiście nie stosuję się do niej w stu procentach. Wypracowałam sobie własny rytuał pielęgnacyjny dostosowany do potrzeb moich fal. Przez ostatni rok poznałam moje włosy na tyle, że wiem czego im potrzeba do zdrowego wyglądu, a czego muszą unikać.  Niektórym ortodoksyjne przestrzeganie tych zasad pewnie służy, mnie nie do końca.

Według skali brytyjskiej jestem typem 2B - wavy curvy. Oczywiście skręt zależy od produktów, których akurat użyję - mogą zarówno go ścieśnić, jak i rozluźnić. Włosy ugniecione żelem na mokro będą wyglądały inaczej niż pozostawione same sobie do wyschnięcia.


Moja pielęgnacja:

Mycie
Zazwyczaj delikatnym szamponem bez sls i sles oraz silikonów. Wybieram te z łagodniejszym detergentem, np. balsam dla matek Babydream, szampony Alterra, płyn do higieny intymnej facelle, szampony rosyjskie, ostatnio turecki - cudowny swoją drogą (kupuję je w sklepach bioarp oraz kalina). Całe włosy myję szamponem tylko wtedy, gdy jest na nich olej - jeśli nie ma, skalp dostaje porcję szamponu, włosy na długości myję odżywką, np. Kallos, Ruska Bania, Mrs Potter's. Raz w tygodniu włosy i skalp myję szamponem głęboko oczyszczającym (Barwa lub jedwab do pielęgnacji Bingo), żeby pozbyć się silikonów, brudu i resztek kosmetyków. 

Odżywianie
Po każdym myciu stosuję (z reguły bezsilikonową) maskę. Zazwyczaj pod kompres na ok. 30 minut (czepek foliowy+czapka lub ręcznik), gdy nie mam czasu tylko na 5 minut. Co najmniej raz w tygodniu nakładam bardzo odżywczy produkt, który dociąża moje włosy. Tworzę go sama poprzez dodanie do porcji sklepowej maski półproduktów takich, jak olej arganowy, pantenol, kwas hialuronowy, kolagen z elastyną.

Płukanki
Moje włosy jakoś nie przepadają za taką formą pielęgnacji. Jedyne płukanki, które im służą to takie o niskim pH, tzw. zakwaszające, np. łyżka soku z aloesu, cytryny lub octu jabłkowego na litr wody. Domykają one łuski włosa, dzięki czemu po wyschnięciu pięknie lśni i jest bardziej odporny na uszkodzenia mechaniczne:)

Odżywki bez spłukiwania
Stosuję je po każdym myciu, przed rozczesaniem mokrych włosów. Sprawiają, że szczotka łatwo sunie po kosmykach nie wyrywając ich i nie uszkadzając. Poprawiają także skręt, nawilżają, dodają blasku. Moje ulubione to: Joanna Naturia - cała seria.

Odżywki na skalp
Mój skalp lubi odżywki proteinowe oraz ziołowe. W tym celu zmielone zioła (np. Maka, imbir, szyszki chmielu, skrzyp) mieszam z wodą oraz odrobiną sklepowej maski i nakładam pod kompres. Dzięku temu wyrastaja mi nowe włoski, a skalp mniej się przetłuszcza.

Czesanie
Czeszę tylko mokre włosy pokryte odżywką b/s. Do tego celu używam szczotki z włosia dzika lub takiej z Avonu plastik+włosie dzika. Marzy mi się Tangle Teezer... Natomiast grzebień z szeroko rozstawionymi zębami zupełnie się u mnie nie sprawdza, ciągnie kosmyki niemiłosiernie...

Zabezpieczanie
Silikony w preparatach do zabezpieczania końcówek to moi sprzymierzeńcy. Stosuję je na suche włosy, w które wcześniej wmasowałam 3 krople oleju arganowego. Takie połączenie jest genialne, ponieważ zapobiega łamaniu i rozdwajaniu się moich włosów.

Olejowanie
1-2 razy w tygodniu nakładam olej na całą noc, kilka razy na ok. 3 godziny. Zawsze stosuję metodę 'na odżywkę' - najpierw wmasowuję trochę odżywki b/s, później olej. Najbardziej służy mi arganowy oraz łopianowy.

Ręcznikowanie
Po umyciu włosy zawijam w turban z mikrofibry. Kiedyś używałam do tego celu ręcznika frote, który puszył moje włosy! Czasami także już po rozczesaniu, ugniatam swoje kosmyki przez ręcznik, żeby nadać im kształt, wstępnie zdefiniować fale.

Stylizacja
Mokre włosy ugniatam delikatnie przez ręcznik lub gołą ręką. Następnie nabieram na dłonie żelu lnianego lub kupnego i powtarzam ugniatanie aż do pożądanego kształtu. Wygląda to mniej więcej tak. Zostawiam je do wyschnięcia (nie używam suszarki) nie dotykając ich. Jeśli są zbyt sztywne, posklejane - ugniatam aż zmiękną. Gdy chcę odbić włosy od nasady, po wyschnięciu upinam je na czubku głowy klamrą w tzw. ananasa i trzymam tak ok. 30 minut. Czasami zamiast stylizować swoje kosmyki, upinam je w kucyk lub kok.

Są to najważniejsze punkty w mojej pielęgnacji :)


A Wy jaką pielęgnację stosujecie?

piątek, 30 listopada 2012

Nie taka Alterra fajna...

Mało jest już włosomaniaczek, które nie wypróbowały tej maski. Opinie o niej są tak podzielone, że postanowiłam wypróbować specyfik na własnych włosach. A że trafiłam akurat na promocję - nie wahałam się zbyt długo. Miałam nadzieję, że mi się spodoba - dedykowana do włosów suchych i zniszczonych, powinna ładnie dociążyć i nawilżyć moje. Ale czy to zrobiła? O tym poniżej :)
Opakowanie to 150 ml tubka (fajnie stoi na półce) z klapką i niewielkim otworem. Z łatwością wyciśniemy tyle produktu, ile nam akurat potrzeba. Myślę, że problem może byc z wydobyciem resztek i tu sprawdzą się tylko nożyczki i rozcięte opakowanie :) Ehh nie ma jak to mój ulubiony słoiczek z zakrętką... Zapach trochę chemiczny, ale do zniesienia, nie utrzymuje się zbut długo na włosach. Konstystencja lejąca, przez co maska staje się niezbyt wydajna.
Jedziemy ze składem:
Ciekawe ekstrakty, sporo naturalnych olejków.

Opis producenta, sposób użycia:

Moja opinia:
Niestety, na moich włosach maska okazała się kompletnym bublemNie nawilża, nie odżywia, nie zmiękcza, nie ułatwia rozczesywania. Włosy były po niej szorstkie, matowe, trochę spuszone. Przy czesaniu wyrywałam sobię ich mnóstwo, ze względu na splątanie. Stosowałam produkt na dwa sposoby: 1) na 5 minut po myciu oraz 2) na 30 minut po myciu pod czepek + turban. Działanie maski było podobne w obu przypadkach... Szkoda, bo przy tak dobrej dostępności, niezbyt wygórowanej cenie, dość dobrym składzie byłaby stałym gościem w mojej łazience. Nie wiedziałam, w jaki sposób mogę ją zużyć nie krzywdząc włosów. Ale w końcu wymyśliłam :) Dodaję ją do serum olejowego dla leniwych, o którym pisała Anwen. W tym przypadku sprawdza się świetnie. W ogóle samo serum jest genialnym pomysłem, daje o niebo lepsze rezultaty niż olejowanie na sucho, czy też na mokro.


Miałyście? Może polecicie mi coś ciekawego Alterry?


wtorek, 27 listopada 2012

Prawdziwa słodycz dla włosów...

Pewnie większość z Was miała już do czynienia z tą dość popularną maską. Mowa o Kallosie crema al latte. Pierwsze opakowanie kupiłam jeszcze przed swoim włosomaniactwem, stacjonarnie w łódzkiej aptece. Zapłaciłam ok. 12 zł. Pamiętam, że byłam zachwycona działaniem produktu :) Moje suche wtedy i zniszczone włosy 'chłonęły' odżywkę, po której wyglądały dość zdrowo. Jednak zachwyt szybko minął, włosy przyzwyczaiły się do Kallosa, po kilku tygodniach przestał na nie działać. Kolejny słoik kupiłam również stacjonarnie, ale w sklepie z artykułami fryzjerskimi, zapłaciłam 25 zł. Sporo, ale apteka zrezygnowała z prowadzenia tego produktu :( Trzecie opakowanie (które właśnie jest ze mną) zamówiłam na allegro, z przesyłką wyszło niecałe 20 zł.
Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone.

Prosty, ale na kolana nie powala. Zapach wysoko w składzie. Jedyne co w nim dobrego, to proteiny mleka oraz kazeina.

Zapach:
Cudowny! :) Uwielbiam go, jest taki słodki, jakbym wąchała budyń o smaku mleczno-kokosowym. Długo utrzymuje się na włosach, właściwie do następnego mycia, jest dość intensywny. Mój tż czasem wącha moje włosy i komentuje: "o, Kallos" :p Tak więc zapach na pewno jest charakterystyczny.

Konsystencja:
Kosmetyk gęsty, dość wydajny, nie spływa z włosów.
Opakowanie:
Ogromny, litrowy słój, dość niewygodny w codziennym stosowaniu. Przelewam kosmetyk do mniejszych słoiczków, żeby wygodnie z niego korzystać. Z tego co wiem, produkt ten można kupić w mniejszym, 275 ml opakowaniu, ale jest to cenowo nieopłacalne.

Działanie:
Moje włosy kochają tą maskę! Mój numer 1 wśród tego typu produktów. Niesamowicie nawilża (nawet moje suche końcówki), odżywia włosy, eliminuje puch, świetnie ułatwia rozczesywanieDelikatnie poprawia skręt, włosy są bardzo sprężyste i podatne na układanie. Nadaje się także do ich mycia, lekko się pieni, zmywa brud nienaruszając naturalnej bariery włosa. Świetnie współgra z półproduktami, takimi jak oleje, kwas hialuronowy, D-phantenol, mleczko pszczele, sok z aloesu, spirulina. Nie wpływa na przetłuszczanie, ale ja nie stosuję jej na skalp. Jedyny minus kosmetyku polega na tym, że po jakimś czasie włosy się do niego przyzwyczajają i przestaje na nie działać. Żeby tego uniknąć stosuję go wymiennie z innymi maskami. Nie wiem na czym polega fenomen tego produktu, skład średni, ale działanie fantastyczne... Oj, będę mu wierna, tego jestem pewna :)



Miałyście? Zamierzacie wypróbować?


niedziela, 25 listopada 2012

Moje kolorówkowe, rossmannowe zdobycze

 Jak już większość z Was wie, do 28 listopada Rosmann obniża ceny kolorówki -40% (na wszystkie produkty do makijażu). Pierwotnie miałam nic nie kupować, ale pomyślałam, że za jakieś 2 tygodnie skończy mi się tusz, korektor właściwie już się kończy, a pomadki do codziennego makijażu praktycznie nie mam. Wybrałam się więc na zakupy do sklepu, gdzie 3/4 szaf marek Wibo, Miss Sporty i Lovely świeciło pustkami... Trochę się przeraziłam tym zakupowym szałem, ale ja miałam dość sprecyzowane cele co do swoich kosmetyków.

Do mojego koszyka powędrowały takie makijażowe produkty:
1. Błyszczyk Maybelline, color sensational, arbuzowy - zakochałąm się w nim od pierwszego nałożenia, piękny zapach, super trwałość, no i ten słodki smak... Lubię mieć smakowe kosmetyki do ust w swojej kosmetyczce :) Cudnie się mnieni na ustach, kolor praktycznie bezbarwny.
2. Tusz do rzęs Maybelline, collosal volum express - jeden z moich ulubionych, daje fajny, naturalny efekt bez sklejonych rzęs.
3. Pomadka Maybelline color sensational, kolor mystic mauve - piękna, taka "do wszystkiego", odcień idealny na co dzień, niezbyt nachalny, usta wyglądają świeżo i promiennie. Nawilża, co bardzo lubię w kolorowych pomadkach. Przy normalnej cenie raczej bym sobie na nią nie pozwoliła.
4. Korektor Miss Sporty - kosztował grosze, ale jakością nie odbiega od droższych odpowiedników. Capnęłam ostatni w odcieniu 02.


Używałyście coś z tego zestawu?
Upolowałyście coś w Rossie? 


sobota, 24 listopada 2012

Domowe przepisy: maska z avocado

Wczoraj na kilku blogach czytałam o masce z avocado, którą to dziewczyny stosują przed myciem włosów. Zainspirowało mnie to do stworzenia własnej, trochę odmienionej wersji. 

Ten niezwykły owoc zawiera kwasy tłyszczowe, lecytynę, aminokwasy, potas, żelazo, sole mineralne, witaminy A, D, C, D. W kosmetyce polecany jest do cery suchej, zkłonnej do zmarszczek, gdyż pobudza syntezę kolagenu, nawilża, uelastyczna naskórek. W przypadku włosów, również nawilża, chroni przed mechanicznymi uszkodzeniami. Olej z avocado jest olejem nieschnącym, dzięki czemu może wnikać wgłąb włosa, pielęgnując go.


Owoc przekroiłam na pół i starłam na tarce z drobnymi oczkami (jedną połówkę). Papkę potraktowałam dodatkowo blenderem, żeby puściła więcej soku. Dodałam łyżkę sklepowej maski i rozmieszałam. Nałożyłam na umyte włosy i trzymałąm pod czepkiem 30 minut. Aplikacja nie należała do najłatwiejszych - kawałki avocado nie chciały zostać na głowie, spadały na podłogę. Po spłukaniu we włosach nadal miałam sporo zielonych kawałków. Wykruszyły się po zaaplikowaniu odżywki b/s i rozczesaniu włosów szczotką. Chyba nie muszę wspominać, jak wyglądała moja łazienka...

Za to efekt na włosach zrekompensował mi wszelkie trudy :p Dawno nie miałam tak miękkich, świetnie nawilżonych włosów. Czysty jedwab :D Włosie bez stylizacji (nie chciałam ich męczyć), ale widać, że chce się kręcić. Avocado obok żelu z siemienia lnianego znajduje się już na mojej liście wzmacniaczy skrętu. Fale musiałam spiąc klamrą, bo nie mogłam się powstrzymać od ich ciągłego dotykania :p Polecam tą maskę do włosów puszących się - znakomicie eliminuje ten problem. Moje są nią zachwycone, mimo "brudnego" wykonania, będę do niej wracać. W najbliższym czasie zamierzam wypróbować także olej z tego cudownego owocu :)


Stosowałyście kosmetyki z avocado? Jak wrażenia?


Zapraszam Was do udziału w rozdaniu u Hinaty, do zgarnięcia same smakołyki :)


czwartek, 22 listopada 2012

Domowe przepisy: maska z kakao

Uwielbiam kakao, piję je najczęściej przed snem, ponieważ rozgrzewa mnie, uspojaja oraz usypia :) Słodzę je łyżeczką naturalnego miodu, który potęguje dobroczynne działanie napoju. Ziarna kakaowca to bogactwo minerałów, najlepsze źródło magnezu, chromu, wapnia, cynku, miedzi. Zawierają także znaczną ilość antyoksydantów, które chronią nasze DNA. 


Wedle starożytnych duchowych opowieści Indian, Wielki Anioł o imieniu Quetzalcoatl dał ludziom Xocolatl, Kakao, gdy przybrał ludzkie ciało i zstąpił na Ziemię, aby pomóc ludziom. Niebiosa są wielce łaskawe, a wyższe istoty przybywające na Ziemię do ludzkości, podarowali ludziom wiele dobrych i pożytecznych rzeczy. Roślina Kakao na pewno należy do tych pożytków, które mają bardzo wszechstronne lecznicze działanie, a przecież jest to napój bogów, aniołów z Niebios.
Źródło: http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_kakao_-_napoj_bogow.html

Pomyślałam, że skoro kakao jest tak zdrowe i tak dobrze działa na cały organizm, to może sprawdzi się także na włosach. Bałam się tylko, że z powodu dużej zawartości tłuszczu, włosy będą przetłuszczone... Dlatego zastanawiałam się, czy maskę z kakao nałożyć przed, czy po myciu. Ostatecznie łyżkę kakao Decomorreno zmieszałam ze sklepową maską (ok. 2 łyżki) i taką papkę nałożyłam na umyte włosy. Trzymałam pod czepkiem 40 minut.


Efekt fantastyczny! Włosie niesamowicie wygładzone, bardzo miękkie, sypkie i nawilżone :) I wcale nie tłuste. Czuć było na nich taką ochronną warstewkę (ale nie tłustą, czy lepką), co przypadło mi do gustu. Skręt luźniejszy niż zazwyczaj, ale włosów nie stylizowałam, więc nie jest źle ;) Blask za to cudowny! Maska zdecydowanie ułatwiła rozczesywanie, nie musiałam wyrywać sobie włosów. Nie wpłynęła też na przetłuszczanie, ale nie nakładałam jej na skalp.  Jestem bardzo zadowolona z tego eksperymentu, myślę, że wrócę do niego jeszcze wiele razy. 

Próbowałyście już? Zamierzacie? :)


niedziela, 18 listopada 2012

Zakupowo :)

Nic tak nie cieszy oka, jak spora ilość fajnych kosmetyków czekających na przetestowanie :) Niedawno otworzyłam paczki przyniesioną przez listonosza, pełne smakołyków, które widzicie poniżej :) Część produktów jest dla mnie, część dla mojej mamy. Nie obyło się bez zamieszania, podczas którego okazało się, że 2 kremy, które zamówiłam są niedostępne. Musiałam w zamian wybrać inne (albo poprosić o zwrot kosztów), na czym tylko skorzystałam - dostałam 2 super gratisy: naturalne mydło syryjskie oraz maskę do włosów. Dla zainteresowanych podaję stronę użytkownika, od którego kupiłam kremy: http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=11239516.


1.Olej arganowy
2. Krem na dzień (dla mnie)
3. Krem na noc (dla mamy)
4. Krem przeciwzmarszczkowy (dla mamy)
5. Kolagen z elastyną
6. Kwas hialuronowy
7. Maska do włosów (gratis)

8. Mydło syryjskie (gratis) nie załapało się do zbiorowego zdjęcia ;)
9. Olej z orzechów arachidowych (z Lidla)
10. Olejek łopianowy (z Natury), poprzednie mam na wykończeniu, dlatego skusiłam się na promocję - 4,99 zł


Coś Was zainteresowało?  Upolowałyście ostatnio coś ciekawego? :)

wtorek, 13 listopada 2012

Ruska Bania - maska jajeczno - śmietanowa

Ruska Bania
NATURALNA MASECZKA DO WŁOSÓW REWITALIZUJĄCA
JAJECZNO - ŚMIETANOWA


 ŻÓŁTKO JAJKA
dzięki zawartości lecytyny nadaje włosom objętość i puszystość. Zawiera również proteiny i prowitaminę A. Doskonale odnawia włosy, poprawia ich strukturę.

 ŚMIETANA
zawiera zrównoważony skład substancji aktywnych (witaminy, tłuszcze, białka, węglowodany). Odżywia, nawilża i zmiękczają włosy. Chroni włosy przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.

WŁAŚCIWOŚCI MASECZKI:

regeneruje włosy i wysuszone zniszczone końcówki,
doskonale odbudowuje włosy,
odżywia i polepsza strukturę włosów,
zapewnia łatwość rozczesywania.

PRZEZNACZENIE:

do włosów zniszczonych, farbowanych, o rozdwojonych końcówkach i trudnych do rozczesania.

SPOSÓB UŻYCIA: po umyciu nałożyć maseczkę na włosy masując. Pozostawić na 3 minuty i spłukać.

Efekt działania znacznie wzrasta przy stosowaniu maseczki w łaźni parowej (banie) lub saunie.

SKŁAD: woda, emulgina, kwas cytrynowy, wyciąg z żółtka, śmietana, perfum, katon.

Opakowanie: 400 ml

Producent: " Первое Решение ", Moskwa, Rosja



MOJA OPINIA:
Maska zamknięta jest w uroczym opakowaniu, które przyciąga wzrok. Z takiego słoika łatwo i wygodnie ją wydobyć. Pachnie przyjemnie, ale nie powalająco, niezbyt intensywnie - zapach nie utrzymije się na włosach. Co do składu... Napisany jest po rosyjsku, więc go nie odszyfruje, ale zawiera jedynie kilka składników (przetłumaczono jakoby kosmetyk zawierał tylko: wodę, emulginę, kwas cytrynowy, wyciąg z żółtka, śmietanę, perfumy, katon). Konsystencja mnie nie zachwyciła - maska jest lejąca, bardzo rzadka - przypomina mi odżywkę b/s. Jeśli chodzi o działanie to na moich włosach zupełnie się sprawdziła. Włosy ciężko po niej rozczesać, w ogóle nie są nawilżone - przeciwnie, szorstkie i suche. Co więcej powoduje puch na mojej głowie (za dużo protein). Stosowałam ją na dwa sposoby: na 3 minuty i pół godziny - efekt taki sam. 

Dopiero niedawno odkryłam, że kosmetyk idealnie sprawdza się w pielęgnacji skalpu :) Nie wzmaga przetłuszczania, odbija włosy od nasady, poprawia ich puszystość. Skalp jest uspokojony i nawilżony bez żadnego obciążenia. Właśnie w ten sposób wykończę swoją maskę, na włosy już jej raczej nie nałożę.


Co o niej myślicie? Miałyście?

Odpowiadam na pytania :)

Zostałam otagowana aż cztery razy przez  Patrycjaa-wardrobeDemene, San.su.si oraz Cleo. Dziękuję dziewczyny :* Tym razem nikogo nie taguję, ponieważ mam wrażenie, że jestem jedną z ostatnich osób, które jeszcze nie robiły tego rozpowszechnionego taga ;)


Pytania od Patrycjaa-wardrobe:

1. Czy czujesz się spełniona w aktualnej pielęgnacji swoich włosów, czy brakuje Ci czegoś w tym jeszcze?
Nigdy nie będę spełniona, ponieważ powstaje coraz to więcej ciekawych kosmetyków, które chcę wypróbować. Mam wrażenie, że nigdy ich wszystkich nie ogarnę ;)
2. Jak to się stało, że zainteresowałaś się bardziej włosami? Co na to miało wpływ?
Przede wszystkim kiepski stan moich włosów, mimo stosowania według mojego mniemania najlepszej pielęgnacji. Zaczęłam szukać informacji na temat skutecznej pielęgnacji, trafiłam na wizaż, blogi włosomaniaczek i wsiąkłam :)
3. Co myślisz o silikonach?
Lubię je w sprayach do włosach i jedwabiach do końcówek.
4. Stosujesz je w swojej pielęgnacji włosów?
Tak.
5. Jakiego szamponu używasz na co dzień? Delikatnego, czy z SLS itp.?
Zdecydowanie delikatnego bez detergentów.
6. Czy masz problem z puchem? Jak sobie z nim radzisz?
Teraz już nie - olej, odżywka b/s, silikony w odpowiedniej formie - to wszystko elimunuje mój puch.
7. Wolisz włosy krótkie (do ramion) czy długie (do bioder)?
Takie do połowy pleców :p
8. Umiesz sama sobie zapleść dobierańca?
A pewnie!
9. Skąd czerpiesz pomysły na posty?
Z życia, z moich codziennych doświadczeń pielęgnacyjnych.
10. Czy czujesz dreszczyk emocji przy dodawaniu postów?
Za każdym razem :)
11. Oleje, które do tej pory używałaś na włosy to:
Oliwa, sezamowy, Sesa, rycynowy, kokosowy, amla, łopianowy, z alterry, migdałowy, z pestek śliwki, Khadi na porost, z avocado, na pewno któryś pominęłam :p

Pytania od Demene:

1. Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?
Oj, trudne pytanie... Na pewno chciałabym mieć pracę zgodną ze swoimi zainteresowaniami i nie dopuścić, żebym się wewnętrznie zestarzała ;)
2. Ulubiony zespół muzyczny lub wykonawca?
Ostatnio Tune :)
3. Jakie zwierzęta masz w domu? (Jeśli je masz :))
Nie mam.
4. Wolisz kupować ubrania czy kosmetyki?
Kosmetyki :)
5. Jesteś włosomaniaczką?
Jak najbardziej!
6. Twój naturalny kolor włosów?
Brąz.
7. Najbardziej lubię spędzać wieczory...
Jesienne i zimowe: z gorącą herbatą i dobrą książką; letnie, wiosenne: na spacerach, wpatrując się w gwiazdy.
8. Sukienka czy spodnie?
Kocham sukienki, ale ostatnio chodzę w spodniach.
9. Lubisz wysokie obcasy?
Kocham!
10. Gdzie chciałabyś mieszkać?
W pięknym miejscu, blisko natury.
11. Twój ideał piękna?
Jeśli chodzi o kobietę to: szczupła, wysportowana sylwetka, długie zadbane włosy, harmonijne rysy twarzy podkreślone delikatnym makijażem.

Pytania od San.su.si:

1. Jeśli mogłabyś zmienić w swoich włosach jedną ich cechę, co by to było ?
Chciałabym, żeby się nie rozdwajały.
2. Od czego zaczynasz swój dzień?
Od kawy :)
3. Lubisz czytać? Jakiego rodzaju literaturę?
Uwielbiam, wszystko co akurat mnie zainteresuje.
4. Czym zajmujesz się w życiu?
Studiowaniem :)
5. Twój ulubiony kosmetyk do włosów to...
Olej łopianowy.
6. Twój ulubiony zabieg kosmetyczny to...
Maska ze spiruliny.
7. Czy wiążesz swoją przyszłość z tematyką swojego bloga?
Owszem :)
8. Góry, czy morze? Dlaczego?
Góry - uwielbiam długie wędrówki i widoki szczytów :)
9. Masz swojego ulubionego fryzjera, czy żadnemu z nich nie ufasz i ścinasz swoje włosy sama/ robi Ci to ktoś znajomy?
Nie ufam fryzjerom - włosy podcinam sama.
10. Kosmetyk, którego zdecydowanie odradzasz wszystkim to... . Dlaczego?
Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek skrzywdził mnie jakoś bardzo kosmetyk...
11. Dlaczego założyłaś swojego bloga?
Chcę się dzielić swoją pielęgnacją, jej efektami :)

Pytania od Cleo:

1. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk i dlaczego?
Krem do rąk - zawsze go noszę przy sobie, ponieważ nie lubię efektu suchych dłoni.
2. Jaka muzyka do Ciebie przemawia?
Każda, która ma coś w sobie.
3. Co powoduje uśmiech na Twojej twarzy?
Pieski razy yorkshire terrier, masaż stóp.
4. Gdybyś mogła wybrać jedno miejsce, w którym być miała mieszkać, gdzie by to było?
Gdzieś blisko natury.
5. Największy bubel kosmetyczny.
Hmm nie przypominam sobie... 
6. Dlaczego prowadzisz bloga?
Chcę się dzielić swoją pielęgnacją, jej efektami :) 
7. Jak działają na Ciebie promocje sklepowe?
Kupuję tylko to, co jest mi akurat potrzebne.
8. Czy umiesz oszczędzać, czy szybko wydajesz pieniądze?
Niestety nie umiem :/
9. Jakie są Twoje nawyki w pielęgnacji?
Raczej dobre, zwracam uwagę na składy kosmetyków, nakładam je regularnie.
10. Czy według Ciebie naturalna pielęgnacja, to dobra pielęgnacja?
Oczywiście, ale z drugiej strony nie popadajmy w paranoję :)
11. Dlaczego odpowiadasz na te pytania? ;)
Bo akurat mam chwilę czasu wolnego :p


Jeśli macie ochotę na tego taga - wybierzcie sobie 11 pytań :)


niedziela, 11 listopada 2012

Koloryzacja henną Mehandi

Po miesiącu od farbowania henną Mumtaz moje włosy były nadal muśnięte wiśniowymi refleksami. Chyba w końcu znalazłam hennę, która nie zmywa się po tygodniu ;) U nasady widziałam już delikatny odrost, który mnie denerwował. Ale tylko mnie, moi bliscy przekonywali, że mam urojenia, bo żadnego odrostu nie ma. Tak, czy inaczej wyciągnęłam czekającą na swoją kolej hennę Mehandi i położyłam na włosy.

Skład: 100% henna
Pojemność: 100 g (na moje włosy na 2 użycia)
Cena: 12 zł
Wszystko ładnie, pięknie, tylko że producent nie raczył poinformować nas jaki kolor uzyskamy używając tego produktu. Trochę się tym zdziwiłam, dlatego przetrząsnęłam internet w poszukiwaniu tej informacji. Na stronie pewnego sklepu przeczytałam, że kosmetyk barwi włosy na brąz, na stronie innego, że uzyskamy czarną barwę.

Czekała mnie wielka niewiadoma. Proszek zmieszałam z ciepłą wodą oraz odżywką bezsilikonową. Trzymałam pod czepkiem przez 1,5 h.
Włosy po spłukaniu henny. Chyba zapomniały, że zazwyczaj się rozprostowują :p Miękkie, delikatne fale w kolorze... nie mam pojęcia jakiego ;) Ale na pewno nie czarnego, ani brązowego. Efekt pogrubienia i pięknego blasku zachowany. Ogólnie jestem zadowolona z produktu, jest dużo tańszy niż Khadi, a efekt podobny. Minusem jest tylko jeden kolor, średnio zdefiniowany. Po pierwszym myciu zrobił się bardziej czerwony, co mnie akurat cieszy :) Efektów ubocznych w postaci przesuszu, czy rozluźnienia skrętu, jak widać, uniknęłam.


Jak Wam się podoba?



czwartek, 8 listopada 2012

Maska z siemienia lnianego - efekty na włosach

Siemię lniane jest produktem uniwersalnym. Można je stosować wewnętrznie (sama tak robię) ze względu na zawartość wielu cennych substancji, takich jak:  błonnik, wielonienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy E, B, magnez, wapń żelazo oraz cynk. "Glutek" jest również szeroko stosowany w kosmetyce naturalnej :) Służy do nawilżania włosów, skóry, a także paznokci. O tym, jak stylizuję swoje fale na żel lniany możecie przeczytać  tutaj.



"Kisiel" powstały z gotowania łyżki siemienia w szklance wody czasami wykorzystuję do pielęgnacji włosów. Dodaję do niego sklepowej (oczywiście bezsilikonowej) maski lub odżywki, czasami jakieś półprodukty (kwas hialuronowy, mleczko pszczele, D-phantenol, kroplę oleju), mieszam i nakładam na włosy. Trzymam tak pod czepkiem i ręcznikiem przez 45-60 minut. Problem pojawia się przy spłukiwaniu, ponieważ część ziarenek nie chce się "odkleić" od włosów. Takie oporne nasionka wyczesuję szczotką na mokro. 


Po wyschnięciu włoski są wspaniale nawilżone, mięciutkie! Idealnie się układają, mam wrażenie, że maska z glutka wzmacnia ich skręt ;) Gdybym je wystylizowała, pewnie byłyby niezłe loki :D Są takie śliskie i mięsiste, nie oklapnięte, ale właśnie puszyste, ale o puszeniu oczywiście nie ma mowy. Błyszczą jak szalone, szkoda że na zdjęciu tego nie widać :/ Nie zauważyłam, żeby taka mikstura wpływała na przetłuszczanie. Za to ułatwia rozczesywanie i eliminuje przesusz na końcówkach - wyglądają bardzo zdrowo, nie plączą się. Magiczne ziarenka na stałe zagościły w mojej kuchni.


Miałyście styczność z siemieniem? 


poniedziałek, 5 listopada 2012

Moje włosy w pigułce

Dzisiaj przychodzę do Was z tagiem, który bardzo mi się spodobał :) Dziękuję Aniołowi o czarnych skrzydłach za przekazanie mi go :)




ZASADY TAGA:
- odpowiedzieć na 13 pytań
- oTAGować 5 osób

1. Twój naturalny kolor włosów.
Brązowy, bardziej jasny niż ciemny. Możecie zobaczyć go na zdjęciu z wrześniowej aktualizacji włosów (po prawej stronie).

2. Twój obecny kolor włosów.
Sama nie wiem, jak go określić. Taki ciemny kasztan z czerwonawymi refleksami (farbuję henną).

3. Aktualna długość Twoich włosów.
Nie mam pojęcia jak to zmierzyć :/

4. Długość, na jaką chciałabyś zapuścić włosy.
Do połowy pleców, może do talii, ale to zależy w jakim stanie będą włosy, bo na pierwszym miejscu jest dla mnie ich zdrowie.

5 Jak często podcinasz końcówki?
Różnie z tym jest. Czasami co pół roku, innym razem co 3 miesiące. To zależy od tego w jakim stanie są końcówki.

6. Twoje włosy są proste, falowane czy kręcone?
Falowane, staram się "nauczyć" je jeszcze mocniejszego skrętu.

7. Jaką porowatość mają Twoje włosy?
Wysoką.

8. Jakie są Twoje włosy (np. normalne, przetłuszczające się, suche itd.)?
Przetłuszczające się u nasady, dość suche na końcach. Cienkie, lekkie, łatwo się niszczą, jest ich mało.

9. Jak wygląda Twój codzienny włosowy rytuał pielęgnacyjny?
Włosy myję delikatnym szamponem (gdy zmywam olej) lub odżywką. Od czasu do czasu szamponem z SLS. Zawszę nakładam po myciu odżywkę lub maskę, zazwyczaj na minimun 30 minut. Częstą ją także wzbogacam półproduktami. Na skalpie ląduje zazwyczaj mikstura pobudzająca cebulki. Wcierka obowiązkowo! Odżywka b/s po każdym myciu. No i zabezpieczanie końców - kropla oleju+silikon. Schnięcie naturalne, które trwa nawet do 3 godzin :/

10. Czego nie lubią Twoje włosy (np. wiatru, silikonów itp. - wszystko co przyjdzie Ci do głowy)?
Nadmiaru silikonów, słońca, mrozu i wilgoci.

11. Co lubią Twoje włosy? (np. olejowanie, długie spacery przy blasku księżyca itp. - wszystko co przyjdzie Ci do głowy).
Olejowanie, treściwe maski, mycie odżywką, nawilżające półproduktu (kwas hialuronowy, D-phantenol, miód).

12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura?
Podoba mi się kłos, ale nie potrafię go zrobić :/ W ogóle mam dwie lewe ręce jeśli chodzi o fryzury. Najczęściej czeszę się w wysokiego kucyka, koka-donuta luba warkocza dobieranego.

13. Gdyby Twoje włosy umiały mówić to co by powiedziały?
Dziękujemy, że o nas dbasz i pozwalasz nam się kręcić :D

+ Od kiedy stosujesz świadomą pielęgnację włosów? (pytanie opcjonalne)?
Od grudnia 2011 roku.


Taguję:

niedziela, 4 listopada 2012

Sprawcy moich baby hair + akcja: zapuszczanie włosów

Maka to doskonałe ajurwedyjskie zioło, zwane "władcą włosów". Puder Maka jest unikalną ajurwedyjską recepturą, która leczy problemy skóry i włosów. Masaż skóry głowy za pomocą maki pomaga pozbyć się łupieżu i innych dolegliwości skóry. Jest także lekarstwem na łysienie. Maka sprawia, że włosy stają się grubsze i ciemniejsze oraz stymuluje ich wzrost. Doskonale wpływa także na cerę - pomaga w wyleczeniu różnych jej dolegliwości.

Maka ma następujące zalety:
*usuwa łupież
*leczy łysienie
*sprawia, że włosy stają się gęste
*stymuluje wzrost włosów

Waga: 50 g
Cena 12 zł.

Zastosowanie:
Odsyp wymaganą ilość proszku, dodaj trochę wody, aby uzyskać rzadką papkę (można dodać miód lub żel aloesowy jako zagęszczacz).
Nałóż na skórę głowy i delikatnie wmasuj. Odczekaj ok 40 min. Spłucz dokładnie wodą.

Moja opinia:
Puder Maka jest bardzo drobny i dobrze wypłukuje się z włosów. Jednak szału  nie robi - nie powstrzymał wypadania, nie przyspieszył wzrostu, nie wpłynął na przetłuszczanie, nic zupełnie.

Buszując w szafce pełniej kosmetycznych "niedobitków" trafiłam na resztkę błota z morza martwego. Kiedyś używałam go w roli maski do ciała redukującej cellulit, a także do twarzy (naprawdę leczy trądzik). Pomyślałam, że wykorzystam je także do włosów.
Płaską łyżkę Maki wymieszałam z odrobiną błota. Do tego dodałam łyżeczkę naturalnej maski do włosów (błoto powoduje, że włosy są "tępe", dlatego chciałam zminimalizować ten nieciekawy efekt). Miksturę rozrzedziłam sokiem z aloesu. Całość wyglądała jak beton :p
Mieszankę nakładałam na skalp (czepek+ręcznik) na ok. 45 minut. Po tym czasie spłukiwałam chłodną wodą. Przyznam, że efekt mnie zazkoczył - po 2 tygodniach na mojej głowie pojawiła się cała gromadka bejbików, czyli nowych włosków. Już dawno nie miałam takkiego widoku :) Włosy co prawda nie przestały wypadać, ale cieszę się, że na ich miejscu rosną nowe. Błoto ma właściwości rozszerzania naczyń krwionośnych, przez co transport substancji odżywczych zostaje usprawniony. Myślę, że to głównie jemu zawdzięczam swoją armię ;)

Postanowiłam na razie odłożyć na bok swoje nożyczki i wzięłam udział w akcji zapuszczanie włosów zorganizowanej przez frombodytohair. W skrócie: polega ona na tym, że od 1 listopada do 31 stycznia zapuszczamy włosy przy użyciu wybranych przez siebie "wspomagaczy". Na początku oraz pod koniec akcji robimy zdjęcie naszych włosów i porównujemy przyrost. Dzielimy się informacjami, jakich "wspomagaczy" używałyśmy :)

W listopadzie będą to:

To tyle. Na grudzień i styczeń na razie nie mam planów. Wszystko wyjdzie "w praniu" :)


Zapuszczacie włosy? Co polecacie na przyspieszenie tego procesu?

sobota, 3 listopada 2012

Ideał wśród olejków do włosów

Moje falowane włosy są bardzo wymagające, dlatego cały czas jestem w fazie poszukiwania dla nich najlepszych produktów do pielęgnacji. Tak naprawdę żaden olej jak do tej pory nie został moim ideałem. Aż do chwili, kiedy pierwszy raz otworzyłam uroczą buteleczkę pochocdzącą ze sklepu kalina.

Olej firmy firmy Nevskaya Korona zamknięty jest w poręcznym, plastikowym opakowaniu. Cieszy mnie to, ponieważ nie lubię szklanych buteleczek :p Jak widać poniżej, korek z otworem pozwala na dozowanie dokładnie takiej ilości produktu, jakiej potrzebujemy. Nie wylewa się niepotrzebnie i nie marnuje. Chociaż ja i tak preferuję sposób ze spodeczkiem - nalewam do niego odpowiednią ilość olejku, maczam w nim opuszki palców i nakładam na włosy.


Olej posiada słaby, ledwo wyczuwalny zapach, który nie pozostaje na włosach. Jest raczej rzadki, niezbyt tłusty (oczywiście jak na olej), ma delikatnie zielony kolor. Jeśli chodzi o wydajność to zaskoczył mnie - 150 ml wystarcza na ładnych kilka miesięcy przy częstym stosowaniu. Myć może dlatego, że jest łatwy w aplikacji, "ślizga" się po włosach, już przy małej ilości czuję, że jest na nich obecny.


Skład jest zachwycający: 100% oleju z łopianu! Producent zaleca używać kilka kropli do masażu skalpu minimum raz w tygodniu. Głównym zadaniem produktu jest wzmocnienie cebulek włosów, stymulacja ich do wzrostu, profilaktyka łupieżu i wypadania.



Moja opinia:
Pierwszy raz spotkałam się z olejem idealnym :) Ci, którzy regularnie czytają mojego bloga wiedzą, że moj skalp nie lubi olejowania (powoduje to wypadanie). Mimo wszystko postanowiłam sprawdzić na nim działanie łopianu. Okazało się, że odpowiednio nakładany - na nieprzetłuszczony skalp, na godzinę przed myciem, nie powodował tego problemu. Ukoił wrażliwą skórę, pobudził cebulki, a także trochę przyspieszył wzrost włosów. Pamiętacie to porównanie? No właśnie :)

Kosmetyk nakładałam również na długość. W tym przypadku również nie zawiódł. Eliminował puszenie w dwustu procentach, cudnie nawilżał, poprawiał skręt moich włosów - były mięciutkie, bardzo błyszczące. Dodatkową zaletą jest bezproblemowe zmywanie - potrafiłam go zmyć nawet samą odżywką ;) Olejek nie zwiększa przetłuszczania, ale też go nie ogranicza, w tym przypadku zachowuje neutralność. 

Produktu można także użyć do pielęgnacji twarzy. Tak, tak, sprawdziłam na sobie :) Olej łopianowy polecany jest do cery trądzikowej, zanieczyszczonej, a także wrażliwej. Nie zapycha, ładnie nawilża, ale nie natłuszcza. Przyspiesza gojenie drobnych ranek, krostek, hamuje rozwój bakterii.


Miałyście? Co myślicie? Macie swoje olejowe ideały?